Dawno dawno temu za górami, za lasami, supermarketami, z dala od cywilizacji, komercji oraz syganłu telewizyjnego TVNu, mieszkałem sobie razem z moim kumplem Przemysławem D. zwanym też „romantycznym chamem z Radzynia Podlaskiego” w przytulnej bursie szkolnej. Nasza egzystencja polegała na niechodzeniu na wykłady (które zaznaczone były na planie żółtym markerem zeby sie przypadkiem się nie wybrać:), zażywaniu tanich używek made in Białoruś, chodzeniem na panny oraz sluchaniem disco-polo…
Na moim parapecie znajdowała się mega kolekcja Przemysława począwszy od hitów „Akcentu” a skończywszy na szlagierach „Weekendu”. W tych czasach przechodziłem okres buntu i słuchałem krzyków Freda Dursta z „Limp Bizkit”(które notabene przypominały mi zajęcia z moją wychowaczynia z liceum), pokręconych monologow Fisza,psychodeli „Kalibra 44″ i różnej dziwnej muzyki. „Diskiem z Pola” gardzilem niemilosiernie.
Marzylem że kiedyś, pewnego pięnkego dnia cała cd-grafia Przemysława szlag trafi (spadnie z parapetu czy ktos życzliwy po pijaku ochrzci ja pieknym pawiem :) i bedę miał święty spokój. „Cham z Radzynia” oczywście za każdym razem był informowany o moich uprzedzeniach ale byl bezlitosny. Każdego wieczora katował mnie „pszczółka Mają” „figo fago” itp. i za kazdym razem kontorwał moje argumenty „że ta muzyka nadaje sie do dupy” mówiąc „disco polo nie umarło” „wszyscy sluchaja Disco-Polo ale niektorzy sie wstydza” co wzbudzało we mnie coraz większą apatie…
Mogło by się wydawać że płytkie jak kałuża teksty, toporna muzyka z syntezatora albo z programu do „komponowania muzyki” oraz łancuch na klacie przy którym każda laska ściaga gacie to wiocha i obciach na maxa ale dopiero po latach dojżałem. Od razu uprzedzam że nie dostałem mega wypłaty i postradałem zmysłów tudzież nie miałem wypadeku podczas kożystania z Wc. Po prostu wkońcu dostrzegłem magię, urok, któremy ciężko się oprzeć, tej muzyki.
Słowa:„Jedna ty, tak usta mówią mi”, „Pozwól, że coś powiem…cały mój świat w Tobie,”Twoje oczy patrzą wciąż… Ciche głosy szepczą: ,,to nie był błąd…”przemawiają do mnie bardziej niż „widzałam orła cień” do których trzeba mocnej rozkminki typu „co autor miał na myśli”.
Disco-polo stał się jednym z moich ulubionych gatunków muzycznych i żałuje trochę że dopiero tak póżno.
Drogi „Chamie z Radzynia”- jeżeli czytasz te słowa to wiedz że moja metamorfoza jest Twoją zasługą:)
DISCO POLO RULEZ!
p.s Pierwotnie wpis ten miał być o krwiożerczej waginie którą posiadała pewna nastolatka w pewnym filmie amerykańskim ale słuchając piosenki „Dziewczyno z klubu Disco” pana Zenka z „Akcentu” zmieniłem zdanie :D
p.s 2 Nie samym Disco-Polo żyje meloman więc dla żądnych ambicji słuchaczy polecam takie zespoły jak HappySad, Wilki, Ania Dąbrowska, Makowiecki, 3 Doors Down…